wtorek, 29 maja 2012

57.

Wiatr. Uwielbiam, kiedy ciepły rozwiewa mi włosy. To takie chwile, w których czuje się dobrze. Idę niewygodną kostką brukową ,w okularach przeciwsłonecznych, balerinkach i kochanej dżinsowej koszuli. Słucham myslovitz i żyje we własnej bajce. Obok mnie wirują w powietrzu pyłki z topoli. Biały, letni śnieg. W taką pogodę spaceruję codziennie, bo chodzenie jest przyjemne. Przechadzki w stylu retro. Często myślę o tym,co było. Niby nie powinno wracać się do wspomnień, ale ja całkowicie się z tym nie zgadzam. Powinniśmy i musimy, to takie magiczne pamiętać coś z każdym szczegółem. Odpowiadam sobie na pytania. Zastanawiam się skąd mam tyle miejsca w głowie, że kolejne szufladki zapełniam z każdym dniem.Szufladka z wyrytym małym serduszkiem. Przypominam sobie jak dotykaliśmy się spojrzeniami, biegaliśmy nocą po chodnikach i propagowaliśmy całkowicie miłość. W tej szufladce są piosenki, daty, wydarzenia i  wszystkie gwiazdki z całego nieba. Pod spodem jest szufladka z wyrytym ogonkiem. Pamiętam jak siadałyśmy na krawężnikach, jadłyśmy lody, jeździłyśmy na rolkach tylko po to, żeby dojechać do sklepu i wypić tam jogurty. Czas nigdy nie był ważny, ani konsekwencje tego co robiłyśmy. Drogi często stawały się cztery razy dłuższe, zwykle zamierzenie, rzadziej przypadkiem . A ulica świeża, chociaż tak zwyczajna była całkowicie unikatowa. Trzecia, całkiem spora szufladka to ta,ze znakiem błyskawicy. Jest w niej widok wsi, namiotów, mioteł ,mała księga, mnóstwo śmiechu i zapach lasu. To bez wątpienia jedna z części moich wspomnień, która kojarzy mi się z ogromną ilością śmiechu. Oprócz tych trzech jest też duża ilość innych. Spora szuflada ze znakiem lilijki, w niej wspomnienia ze zlotów, obozów, biwaków i wszystkich zbiórek. Nieudane ogniska, watry, ogromne zmęczenie, duma, postanowienia i próby dążenia do ideałów. Kolor granatowy,zielony, czarny, żółty i czerwony. W tej szufladzie są szczególne przemyślenia. Nocne ,przy zdobywaniu milczka i te najszczególniejsze ogniskowe. Bo bez wątpienia te znaczyły najwięcej. Mimo, że po każdym coś postanawiałam i nigdy chyba nie udało mi się tego zrealizować w stu procentach. Całkowity brak konsekwencji.  I mogłabym opisywać w nieskończoność stare szufladki,i te całkiem świeże. O wszystkim pamiętam, to takie dziwne że człowiek jest w stanie zapamiętać tyle rzeczy. I to na tak długo. Nie wyobrażam sobie tego, że kiedykolwiek zapomnę . Bo tak bardzo nie chcę, tak często chcę o tym wszystkim myśleć, żeby pamiętać. Wszystko, dokładnie, cudownie. Wszystko składa się na szczęście. Inspirując się tvn'em mogę napisać o szczęściu innych. Patrzę na dziewczynę w krótkich spodenkach, z mrożona kawą w ręku, siedzącą niedaleko i wiem- ona jest szczęśliwa. Patrzę na moją mamę z brzuchem ,w którym jest malutkie dziecko i wiem- to jej powód do szczęścia. Patrzę na mojego tatę z dwoma córkami obok siebie i wiem- chciałby żeby to szczęście trwało cały czas. Patrzę na moje zuchy leżące na bardzo zielonej trawie i wiem- każdy błahy powód jest dla nich szczęściem. Patrzę na nas w pociągu i tak mocno wiem- jesteśmy szczęśliwe. Szczęście nawet krótkotrwałe jest tak bardzo potrzebne.  Żaden człowiek nie jest w stanie stwierdzić, że jest całkowicie nieszczęśliwy. Nie jest w stanie, bo każdy się kiedyś szczerze uśmiechnął. A moment uśmiechu, to moment szczęścia. Chwila, w której serce wybija sylabicznie słowa: rób to co kochasz, żyj po swojemu, kochaj to co masz, ciesz się chwilami.
Przy okazji wspomnień, wracam do zdjęć z Grodziska:






















2 komentarze:

  1. Zdjęcia poprawiły mi humor,uwielbiam je! Nasz murzyn i czyjaś dupa (czyżby twoja?),chłopak z dziewiczym zarostem,ogór dla gały,mój kartofel zamiast nosa i dobre zamuły na ostatnim!:D SZPAKU,hihihihihiihihh
    Pe Es.Kocham Cię!

    OdpowiedzUsuń